Sojusz Lewicy Demokratycznej

Ostatnie wydarzenia

Trybuna: Zmarginalizowane budownictwo

dodano 2014-11-03 19:56 w kategorii: Ludzie

Z Wiesławem Szczepańskim (SLD), byłym wiceministrem infrastruktury, rozmawia Ewa Rosolak
 
To prawda, że ponad 2 mln polskich rodzin nie ma własnego dachu nad głową?
– W Polsce brakuje mieszkań, ale ich brak można rozpatrywać w dwóch kategoriach: – jako ambicji dorównania do bogatszych krajów Unii Europejskiej, albo – własnych możliwości ekonomicznych. Przy 32,7 miliona Polaków, 13,3 mln gospodarstw domowych oraz 13,1 mln mieszkań, teoretycznie potrzeby mieszkaniowe Polaków można szacować od 200 tys. do 3,4 mln. Ta pierwsza liczba to zrównanie liczby mieszkań z liczbą gospodarstw domowych. Ta druga, to wyrównanie liczby mieszkań do średnich wskaźników krajów UE. Do tego dochodzi jeszcze 800 tys. mieszkań, które będziemy musieli wyburzyć z uwagi na ich zły stan techniczny. A przecież od tylu lat – bez względu na orientację partyjną – słyszymy od polityków, że budownictwo mieszkaniowe jest kołem zamachowym każdej gospodarki. Tymczasem: teoria sobie, a praktyka wygasza wszystkie rozsądne pomysły.
 
 
23 listopada 2007 r. podczas exposé premier Donald Tusk mówił: „Samodzielne mieszkanie jest w sposób oczywisty jedną z najbardziej podstawowych potrzeb każdego człowieka”. W kolejnym exposé (18 listopada 2011 r.) Donald Tusk był już bardziej ostrożny w swoich zapowiedziach. Mówił wtedy: „Będziemy proponowali powrót do tego, aby wydanie pozwolenia na budowę trwało nie dłużej niż 100 dni dla wielkich inwestycji i 60 dni dla małych w uproszczonej procedurze”. W ostatnim exposé premier Ewy Kopacz nie było już ani zdania o problemach mieszkaniowych Polaków... Jednak zarówno rządzący, jak i opozycja często podkreślają nie tylko społeczne, ale też gospodarcze znaczenie budownictwa.
 
Kolejne rządy po 1989 r. uważały, że budownictwo mieszkaniowe jest kołem zamachowym gospodarki. Ale kiedy przychodziło do działań, okazywało się, że Ministrem Budownictwa był „Minister Finansów” i potrzeby mieszkaniowe Polaków schodziły na dalszy plan. Dobre pomysły trzeba było wrzucić do kosza, a istniejące ograniczać z uwagi na cięcia budżetowe.  Troskę o dach nad głową państwo przerzuciło więc na obywateli, jednak nie wszystkich stać na zapewnienie sobie mieszkania.
 
– Dzisiaj barierą wzrostu budownictwa mieszkaniowego jest głównie niska zdolność kredytowa przeciętnie zarabiających Polaków i ostre kryteria tej zdolności. Na zakup mieszkania 2-pokojowego w polskich miastach wojewódzkich trzeba przeznaczyć średnio od 60 do 134 swoich pensji. Zaś udział mieszkań na wynajem w Polsce jest ponad 3–krotnie niższy niż w dobrze rozwiniętych krajach UE. Budżetowe środki na mieszkalnictwo w ostatnich latach stanowiły tylko 0,099 proc. PKB.
 
Jak Pan ocenia stan budownictwa komunalnego?
 
– Lokali mieszkalnych w gminach jest mało. Niemal połowę stanowią lokale w budynkach wybudowanych przed 1945 r., w tym prawie 30 proc. – w budynkach sprzed 1918 r. Gminy nie są w stanie zaspokoić potrzeb mieszkaniowych większości potrzebujących rodzin. Roczne zapotrzebowanie na lokale komunalne to około 60 tys. mieszkań oraz 80 tys. socjalnych (w tym 60 tys. dla eksmitowanych lokatorów). Tymczasem rocznie oddaje się do użytku w ostatnich latach od 2300 do 2400 nowych mieszkań komunalnych. Każdego roku mieszkania od gmin otrzymuje tylko 16 proc. spośród rodzin oczekujących na lokal. W najbliższych latach sytuacja się nie poprawi. Brakuje nowych inwestycji, za to rośnie liczba pustostanów.
 
Co ze sprzedażą mieszkań komunalnych przez gminy i uznaniowością tego działania?
 
– W roku 1999 gminy posiadały 2032,5 tys. mieszkań komunalnych. Według danych statystycznych, w roku 2009 było już ich tylko 1062,8 tys. Biorąc pod uwagę przeciętne tempo zmniejszania się tego zasobu, można przyjąć, że na koniec ubiegłego roku mieliśmy w Polsce około 960 tys. mieszkań komunalnych. Z raportu NIK, opublikowanego na początku tego roku wynika, że gospodarka większości gmin w zakresie mieszkań jest nieracjonalna i chaotyczna. W 60 proc. gmin brakuje przejrzystych zasad przyznawania mieszkań, co sprzyja korupcji. Brak długoletnich planów gospodarki zarządzania zasobem komunalnym, polityki czynszowej, monitorowania systemu przyznawania lokali komunalnych i egzekucji zaległości czynszowych. Gwałtownie rośnie liczba osób oczekujących na mieszkania komunalne, w tym socjalne, a z drugiej strony następuje „rabunkowa” wyprzedaż lokali komunalnych. Wiele gmin chce się pozbyć tego problemu, choć obowiązek prowadzenia takiej działalności nakłada na nie Konstytucja RP i niektóre ustawy.
 
Czy budownictwo zakładowe umarło?
 
– Jeszcze w 1999 r. roku w Polsce było 1 mln 412,8 tys. mieszkań zakładowych. Około 1 mln 200 tys. z nich zostało poddanych przekształceniu własnościowemu, często w sposób rabunkowy i w niejasnych okolicznościach, co spowodowało obecnie spadek ich liczebności do niewiele ponad 200 tys. Likwidacja czy przekształcenia zakładów pracy spowodowały, poza prywatyzacją, przejęcie tego zasobu przez inne podmioty (gminy, spółdzielnie, Skarb Państwa). W roku ubiegłym w ramach tej formy budownictwa oddano do użytku 438 mieszkań, tj. o blisko o 20 proc. mniej niż w roku 2012. Z roku na rok to budownictwo zanika. Łatwiej dać większe wynagrodzenie pracownikowi, wynająć mieszkanie niż je budować i potem nim administrować.
 
A mieszkania takich byłych gigantów jak np. Poczta Polska S. A.? Wdrożono jakieś jednolite zasady zarządzania tymi lokalami?
 
– Dziś największym gigantem wśród mieszkań zakładowych jest PKP S. A – dysponują one około 35 tys. mieszkań zakładowych, choć jeszcze w roku 1999 PKP było to prawie 107 tys. mieszkań. Oddzielne uregulowania prawne tylko dla tego przedsiębiorstwa spowodowały, że na przestrzeni 15 lat spółka zbyła, głównie na rzecz swoich najemców, 2/3 swojego zasobu lokalowego. Poczta Polska S. A dysponuje dzisiaj liczbą 2100 mieszkań zakładowych, rozproszonych w blisko 900 lokalizacjach. Obecny Zarząd Poczty Polskiej, mając na względzie rachunek ekonomiczny Spółki, ale i ustawę o ochronie praw lokatorów, wprowadził (od maja b.r.) nowe zasady ustalania czynszu – uwzględniające standard i położenie lokalu, a dla najniżej uposażonych lokatorów – również ulgi w czynszu. Patrzę, jak na rozmaitych kongresach mieszkaniowych spotykają się eksperci, bankowcy, deweloperzy.
 
Rozmawiają, wymieniają poglądy i nic. Dlaczego?
 
– Dlatego, że mieszkalnictwo nie ma dziś siły przebicia. Bezdomni nie protestują. Budżet ma inne priorytety. Budownictwem rządzi Minister Finansów, który nie widzi, że nakłady na budownictwo mają rachunek ciągniony. Że każda złotówka wydana na budownictwo wraca w postaci 2-3 złotych do budżetu. I że osoby odpowiedzialne za budownictwo, to ludzie w randze podsekretarzy stanu, często bez zaplecza politycznego. Brak w budownictwie ministra konstytucyjnego, odpowiedzialnego za szeroko pojęte budownictwo, czy osoby choćby w randze pełnomocnika rządu, powoduje, że w tak wielkim molochu jakim jest resort Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju sprawy budownictwa są na marginesie.
 
Dziś z dystansu ocenia Pan działania Sejmu w sprawach mieszkaniowych. Dla mnie to cyrk. A dla Pana?
 
– Nie nazwał bym tego cyrkiem lecz chocholim tańcem. Ten Sejm dla budownictwa zrobił bardzo niewiele. Nawet nie żąda od rządu wyjaśnień, co ten robi w tym zakresie. W tej kadencji do Komisji Infrastruktury trafiły 84 projekty ustaw, z czego tylko 12 dotyczyło sfery budownictwa. Z tych ważnych warto wymienić projekt ustawy o pomocy państwa w nabywaniu pierwszego mieszkania przez młodych ludzi, tzw. kredyt MdM, zastępujący program „Rodzina na swoim” oraz ostatnio wniesiony przez rząd projekt zmiany ustawy prawo budowlane, znoszący obowiązek uzyskiwania pozwolenia na budowę domu jednorodzinnego i ograniczającego katalog obiektów budowlanych, dla których wymagana jest zgoda na użytkowanie. Mimo licznych zapowiedzi, od roku 2008 brak jest nowego Kodeksu Budowlanego oraz ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Na uwagę zasługuje uchwalona ustawa o kredycie hipotecznym. Nie byłoby tej ustawy, gdyby nie wniesiony przez Klub SLD (przy moim udziale) projekt ustawy. Oceniając te 3 lata obecnej kadencji Sejmu – to klapa. Nie należy również zapominać o kolejnej próbie likwidacji spółdzielczości mieszkaniowej. Taki projekt czeka na rozpatrzenie w Komisji Nadzwyczajnej. Mam nadzieje, że nie spełni się czarny scenariusz.
 
Co z programem dla młodych rodzin, z kombinacją z MdM – nakazującym kupować wyłącznie nowe mieszkania u deweloperów, z walką o prawa do refundowanego zakupu mieszkań na rynku wtórnym?
 
– W odróżnieniu od programu „Rodzina na swoim”, program „Mieszkanie dla Młodych” ogranicza się tylko do kupna mieszkań nowych, a tym samym mają na niego szanse tylko mieszkańcy dużych miast. Tymczasem dziś w 70 proc. polskich miast funkcjonuje tylko rynek wtórny mieszkań. Ta część potencjalnych nabywców zostanie więc odcięta od dofinansowania w ramach MdM. Tak sformułowanymi zapisami pominięto również ludzi mieszkających na wsiach, w małych miasteczkach, w prawie 3/4 powiatów Polski.
 
Ten rządowy program służy więc nielicznym?
 
– Można powiedzieć, że rząd chce pomóc wyłącznie deweloperom, których uważa za siłę napędową budownictwa w Polsce, generującą miejsca pracy. Nie ukrywał tego w swoich wypowiedziach podsekretarz stanu w Ministerstwie Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej, Piotr Styczeń, który mówił, że: „MdM ma rozwijać rynek mieszkaniowy i wspierać ekonomię”, przez co wskazał cel funkcjonowania programu. Warto jednak pamiętać, że na koniec 2012 r. w całej Polsce w dużych miejscowościach pozostawało pustych około 15 tys. mieszkań wybudowanych przez firmy deweloperskie. Najwięcej – w Warszawie, bo około 4,6 tys. i stanowiły tu blisko 40 proc. ofert rynkowych na nowe mieszkania. Wejście w życie nowej ustawy pozwoliło deweloperom na upłynnienie tych mieszkań. Tymczasem mieszkania na rynku wtórnym cieszą się o wiele większym zainteresowaniem, ze względu na cenę, pewną infrastrukturę i możliwość szybkiego zamieszkania. Na uzyskanie kredytu na ich zakup potrzebny jest mniejszy wkład własny, a co za tym idzie mniejsza zdolność kredytowa. To właśnie te mieszkania stanowiły główny składnik programu „Rodzina na swoim”.
 
Był Pan wiceprezesem Urzędu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast oraz podsekretarzem w Ministerstwie Infrastruktury, w którym odpowiadał Pan za budownictwo. Czego, z perspektywy lat, Pan żałuje?
 
– Kilka spraw udało się zrealizować, ale – wielu nie. To długi rejestr. Wspomnę wprowadzenie w życie pilotażowego programu budownictwa socjalnego (szkoda, że nie stał on się normą), krótką – co obronę spółdzielczości mieszkaniowej (choć nie stworzyliśmy dla niej zasad finansowania). Niestety, nic nie zrobiliśmy z problemem tzw. czyścicieli kamienic.
 
Parę lat temu proponował Pan projekt ustawy o kasach mieszkaniowych, który umożliwiłby młodym ludziom zebranie środków na tzw. wkład własny. Co z tym projektem?
 
– 17 maja 2013 r. projekt o kasach mieszkaniowych mojego autorstwa złożyli w Sejmie posłowie klubu SLD. To miała być alternatywa dla osób, które z różnych względów nie mają zdolności kredytowej, które nie mają 10 – 20 proc. wkładu własnego na mieszkanie, i dla tych, którzy mają swoje mieszkanie, ale chcą je remontować, odbudować, bądź dokonać zmian. Na temat tego projektu były opinie pozytywne i negatywne. Głównym argumentem za jego odrzuceniem był fakt, iż jego wprowadzenie w życie miało kosztować budżet państwa rocznie 1,6 mld zł. Nikt jednak nie powiedział, że chodzi dopiero o rok 2020, że wtedy w kasach oszczędzać będzie około 1,9 mln obywateli, a fundusz kredytowy, jakim dysponować będą kasy, to 45 mld zł. Tyle rocznie moglibyśmy przeznaczyć na budownictwo mieszkaniowe. Nikt też nie mówił, że ten system znakomicie sprawdza się w Niemczech, Austrii, na Węgrzech, Chorwacji czy w Czechach. Ministerialne cyfry i obowiązek dyscypliny głosowania pogrzebały projekt. Minął rok, a marszałek Sejmu nie zdecydował się na jego dalsze procedowanie.
 
Czy teraz, kandydując do samorządu terytorialnego, ma Pan lepszy pomysł dla młodych niebogatych Polaków na własne lokum?
 
– Wsparcie młodych ludzi w zdobyciu własnego mieszkania należy podzielić na dwa sektory: wsparcie ze strony rządu i Sejmu oraz wsparcie ze strony samorządu. W pierwszym przypadku, to przygotowanie nowej ustawy Prawo budowlane i o zagospodarowaniu przestrzennym upraszczających i przyspieszających proces budownictwa. Także – łatwiejsze odrolnienie gruntów na cele mieszkaniowe i programy wsparcia finansowego budownictwa mieszkaniowego, uwzględniające mieszkaniowy rynek wtórny. Na poziomie samorządu natomiast – to zwiększenie środków na budownictwo komunalne i socjalne. Mieszkania komunalne powinny być przeznaczane również dla osób młodych wkraczających w dorosłe życie i powinny mieć charakter rotacyjny. Na zasadzie: będzie cię później stać, kupujesz nowe, a nawet budujesz, a to zajmuje nowy lokator.
 
A jakieś inne pomysły?
 
Potrzebny jest także program finansowego wsparcia przyznawania mieszkań komunalnych osobom, które wyremontują pustostany, albo chcą zagospodarować strychy. Gminy same winny zacząć budować mieszkania czynszowe, obniżać koszty sprzedaży gruntów pod budownictwo mieszkaniowe, uzbrajać coraz większą liczbę działek, bo to obniży ich cenę na rynku.
 
źródło: Trybuna | 3.11.2014 | Autor: Ewa Rosolak |


Komentarze

Wydarzenia

  • 400 000 podpisów pod projektem ustawy liberalizującej przepisy aborcyjne

    25 minut temu

    - Dla nas to jest swojego rodzaju konsekwencja, przez całą historię SLD walczyliśmy o prawa kobiet, zarówno te reprodukcyjne, jak i seksualne – powiedziała Małgorzata Kossakowska, przedstawicielka SLD w komitecie „Ratujmy Kobiety”.czytaj więcej»

  • SLD na Kongresie Świeckości

    2 godziny temu

    W trakcie odbywającego się w dniach 21-22 października w Warszawie Kongresu Świeckości czynny udział wzięli przedstawiciele Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Prof. Danuta Waniek wygłosiła wykład pt. „Ideologia narodowa, a Kościół Katolicki”, prof. Małgorzata Winiarczyk – Kossakowska wzięła udział w paczytaj więcej»

  • Liberadzki: Kawa z fusami, czyli po turecku

    5 godzin temu

    „Polska popiera, popierała i popiera starania Turcji dzisiaj o wstąpienie do Unii”… Nie czuję się z tym dobrze. Mam wrażenie, że wypowiadając te słowa, w tak zdecydowanym zresztą tonie, pan prezydent przybił pieczęć z orłem w koronie pod tymi wszystkimi wyrokami, które spadły na turecką demokrację..czytaj więcej»

  • Gawkowski: Sztafeta PO zgubiła pałeczkę już na starcie

    6 godzin temu

    - Kiedy słuchałem wystąpienia Grzegorza Schetyny, to miałem wrażenie, iż wystartował w długodystansowej sztafecie, która na samym początku zgubiła pałeczkę, ponieważ okazało się, że nie może jej przejąć prezydent stolicy – Krzysztof Gawkowski skomentował nieobecność Hanny Gronkiewicz-Waltz podczas oczytaj więcej»

  • Senyszyn: Dzisiaj najważniejsze jest to, aby poszkodowany wrócił do zdrowia

    dzisiaj o 09:51

    - Jeżeli my nie będziemy prowadzić żadnej narracji, to pozostanie tylko ta PiS-owska narracja, iż jest to człowiek niezrównoważony psychicznie, i że nie wiedział co robi – odniosła się prof. Joanna Senyszyn do sprawy samopodpalenia pod Pałacem Kultury i Nauki, które miało miejsce w czwartek 19 paźdzczytaj więcej»

Strony
wojewódzkie
SLD

Wybierz na mapie województwo, aby przejść dalej.