Sojusz Lewicy Demokratycznej

Ostatnie wydarzenia

Leszek Miller: Stan ciężki i na dodatek stabilny

dodano 2015-03-18 09:08 w kategorii: Kraj

Trzeba zadać pytanie, czy ciągle żyjemy w jakimś państwie, czy może już na „kamieni kupie"? Przeżywamy właśnie kolejną erupcję wulkanu o nazwie Sowa i Przyjaciele. W tych dniach media znów popisały się „dojściami" do śledztwa w sprawie tzw. taśm prawdy. Tym razem nie publikują stenogramów nagranych rozmów, ale zeznania kelnerów. Zeznawałem wiele razy ciągany po prokuraturach przez przeciwników politycznych, a za czasów generalnego prokuratora Zbigniewa Ziobry w szczególności, więc wiem, jak to się odbywa: prokurator zadaje pytania, notuje odpowiedzi, potem przesłuchiwany do swoich wypowiedzi może wnieść poprawki. Akta lądują w szafie, którą prokurator zamyka, zamyka też swój pokój i po pracy idzie do domu. Wtedy prokuratury strzegą strażnicy. Jakim cudem więc akta przybierają formę płynną i wyciekają do gazet? Czytam: „Tygodnik Do Rzeczy" dotarł do akt śledztwa w sprawie afery podsłuchowej.
 
Dokumenty te są również w posiadaniu innych redakcji". To żaden przeciek, to pęknięta rura! Z tzw. dziennikarstwem śledczym jest jak z transplantologią - skoro jest „biorca", musi być i „dawca". Za każdym „przeciekiem" musi stać mający dostęp do dokumentów urzędnik lub funkcjonariusz państwowy, który realizuje w ten sposób jakiś polityczny, biznesowy lub zgoła prywatny interes. Dziennikarz, który po publikacji chodzi w glorii, jest jedynie jego narzędziem. Jego intencje są zawsze jasne - osobista sława i chwała zatrudniającej go redakcji, która - mimo że „niezależna" i „obiektywna" bierze aktywny udział w grze środowiska politycznego, z którym jest związana. Intencje urzędnika państwowego lub funkcjonariusza stają się jasne, dopiero gdy się go demaskuje. Zdemaskować zaś można go tylko, dysponując strukturami oddanymi wyłącznie Państwu, a nie jakiemuś innemu „państwu". Nie znam niestety przypadku, by to miało miejsce. „Afera Olina", „Rywina", Blidy, Jaruckiej i każda inna mają swoje ciemne, nigdy niewyjaśnione strony. W „aferze Olina" nie wiemy, w jakiej intencji i w czyim interesie generałowie bezpieki kłamali, bo jak powiedział prezydent Wałęsa „Oleksy był gadułą, ale nie szpiegiem". Choć z grubsza wiemy, kto, to też nie wiemy, w czyim interesie rozkręcił „aferę Rywina" i jakich rozmiarów był ten interes.
 
Nie inaczej jest w sprawie nagrań restauracyjnych. Żywiąc się przeciekami miłych swojemu sercu tygodników i gazet, politycy prawicy grzmią, że rządzący Polską nie mają legitymacji do uczestniczenia w życiu publicznym, zaś prasa prorządowa - że co prawda prominenci trochę klną, ale z punktu widzenia prawa nic tam nie ma. A w sumie - nic takiego się nie stało. Otóż stało się, i fakt, że to wiemy, jest niezaprzeczalną, choć uboczną zasługą „dziennikarstwa śledczego" - stosunki wewnątrz władzy, procedury chroniące tajemnice państwowe, moralność urzędnicza, a także urzędnicza lojalność wobec państwa są, jak mówią ratownicy medyczni, w stanie ciężkim i na dodatek stabilnym.


Komentarze

Wydarzenia

Strony
wojewódzkie
SLD

Wybierz na mapie województwo, aby przejść dalej.