Sojusz Lewicy Demokratycznej

Ostatnie wydarzenia

Leszek Miller: Motocykl nie pyta o to, jakie się ma poglądy

dodano 2015-04-14 10:42 w kategorii: Kraj

Przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej, były premier Leszek Miller był dziś gościem Radiowej Jedynki. "Rozmowa dnia" dotyczyła przede wszystkim kwestii przejazdu przez Polskę "Nocnych Wilków", czyli grupy motocyklistów z Rosji kojarzonych z Władimirem Putinem. 

Krzysztof Grzesiowski: Przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej, były premier Leszek Miller. Dzień dobry, panie premierze.
 
Leszek Miller: Dzień dobry panu, dzień dobry państwu.
 
K.G.: To może będziemy kontynuować ten wątek. Dziś rozmowa nasza ze słuchaczami na temat motocyklistów, na temat „Nocnych Wilków”, rosyjski klub motocyklowy, 27 kwietnia mają się pojawić w Polsce z Moskwy do Berlina różnymi drogami. Wpuszczać, nie wpuszczać?
 
L.M.: Jeżeli ktoś poważnie rozważa perspektywę niewpuszczenia, to trzeba się zapytać: a na jakiej podstawie prawnej? Dlatego że słychać, iż motocykliści mają wizy Schengen wystawione w Niemczech, dlatego że Niemcy są...
 
K.G.: Bo to kraj docelowy.
 
L.M.: ...krajem docelowym, Polska jest tylko krajem tranzytowym, więc od strony formalnoprawnej znalezienie powodów, dla których trzeba by analizować... nie analizować, tylko unieważnić niemieckie wizy, wydaje się wręcz nieprawdopodobne. Po drugie – przecież ci motocykliści jadą do Niemiec nie po to, żeby czcić Hitlera, tylko żeby uczcić klęskę Hitlera. Mam nadzieję, że my w Polsce dalej uważamy klęskę hitlerowskich Niemiec za powód do radości i dumy, tym bardziej że obok radzieckich sztandarów jedynym był sztandar biało–czerwony, bo tylko polskie oddziały wojskowe uczestniczyły, obok radzieckich, w szturmie Berlina. No więc o co chodzi?
 
K.G.: No tak, ale jak pan premier wie, idzie za nimi ta opinia, że to tacy ulubieńcy prezydenta Putina, że zaangażowani w aneksję Krymu i tak dalej, i tak dalej, więc...
 
L.M.: Wie pan, ale każdy ma poglądy takie, jak chce. I można wsiąść na motocykl, bo motocykl nie pyta o to, jakie się ma poglądy. Po drugie – ja chciałem zwrócić uwagę, że corocznie odbywa się międzynarodowy rajd motocyklowy organizowany przez Polaków do Katynia. Było już, jak pamiętam, 14 tego rodzaju rajdów...
 
K.G.: Zresztą organizator tego rajdu jest przeciwny niewpuszczaniu Rosjan.
 
L.M.: Oczywiście, całkowicie to rozumiem, bo gdyby Rosjanie chcieli zareagować na ewentualne restrykcje ze strony polskiej, to łatwo sobie można wyobrazić, że zablokują możliwość wyjazdu polskich motocyklistów do Katynia. I jest pytanie: czy nam na tym zależy? Czy chcemy się dowiedzieć, że piękna tradycja motocyklowych rajdów do Katynia nagle zostanie przerwana, bo Rosjanie znajdą jakiś pretekst, żeby powiedzieć: nie, nie, tym razem was nie wpuścimy.
 
K.G.: Tylko że z tymi poglądami, panie premierze, że każdy je ma, głosi, to tak chyba nie do końca jest, bo lider tego klubu Aleksandr Załdostanow mówi, że akcja zapewne nie podoba się potomkom tych Polaków, którzy byli policjantami i nadzorcami w gettach żydowskich...
 
L.M.: Ale to jest głupie...
 
K.G.: To jest w Rossijskoj Gazietie.
 
L.M.: I to jest głupie, chociaż on tam też dodaje za chwilę, że wcześniej byli Polacy...
 
K.G.: Byli także Polacy, którzy walczyli z faszyzmem. Ale czasami jak...
 
L.M.: ...którzy walczyli z faszystami, doszli do Berlina i tak dalej, i tak dalej. No ale cóż, ludzie mówią rozmaite rzeczy, czasami mówią rzeczy, których nie powinni powiedzieć.
 
K.G.: A może to sprawa marginalna w ogóle jest?
 
L.M.: Na tle prawdziwych problemów, jakie Polska przeżywa, oczywiście, że marginalna.
 
K.G.: Czyli niech wjadą, niech przejadą.
 
L.M.: Ale oczywiście, niech jadą, niech przejadą..
 
K.G.: Będą kontrole drogowe, czy wszystko się dzieje zgodnie z przepisami.
 
L.M.: Oczywiście muszą przestrzegać polskich przepisów drogowych i od tego są odpowiednie służby, żeby tego pilnować, no i tyle, tym bardziej że – jak powiadam – oni nie przyjeżdżają do Polski jako kraju docelowego. Krajem docelowym są Niemcy.
 
K.G.: Panie premierze, czy fakt, że prezydent złożył podpis pod tzw. konwencją antyprzemocową, to według pana efekt tylko i wyłącznie kampanii wyborczej?
 
L.M.: Jestem przekonany, że tak. Proszę pamiętać, że pan prezydent Komorowski jeszcze niedawno mnożył zastrzeżenia natury konstytucyjnej i nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, te zastrzeżenia zniknęły. Otóż warto zadać sobie pytanie: jak się nazywa ta czarodziejska różdżka?
 
K.G.: Pewnie prawnicy.
 
L.M.: Nie.
 
K.G.: A kto?
 
L.M.: Czarodziejska różdżka nazywa się kampania wyborcza i badania, z których wynika, że większość potencjalnych wyborców opowiada się za ratyfikacją konwencji. Ale jeżeli już pan prezydent jest już w takiej dobrej formie, to niech podejmie kolejne inicjatywy, np. cofnięcia wieku emerytalnego 67 lat, bo przecież podpisał taką ustawę, podniesienia płacy minimalnej, podwyższenia najniższych emerytur, tak, żeby to było dobrze ponad 1000 zł, darmowych leków dla najmniej zamożnych emerytów, bezpłatnych stołówek dla dzieci w szkołach, lepiej zorganizowanej służby zdrowia. No naprawdę jest wiele problemów, którymi mógłby pan prezydent się zająć i również wystąpić z jakąś inicjatywą, a z dokumentów międzynarodowych jest jeszcze coś, co kładzie się głębokim cieniem na prawicowe rządy polskie. Polska jest jedynym krajem oprócz Wielkiej Brytanii w całej Unii Europejskiej, która nie przyjęła pełnego tekstu Karty Praw Podstawowych. Rząd najpierw pana premiera Kaczyńskiego, potem premiera Tuska, teraz pani premier Kopacz ogranicza Polaków w stosowaniu Karty Praw Podstawowych, która obowiązuje na terytorium całej Unii Europejskiej. Panie prezydencie, to jest czas na stosowną decyzję.
 
K.G.: I ten apel przed chwilą wygłosił Leszek Miller, który jest naszym gościem. Kampania wyborcza, sondaże jeden po drugim, Millward Brown dla Faktów TVN, TNS dla Wiadomości telewizyjnej Jedynki. Kandydatka... no i tutaj trzeba ostrożnie, czy Sojuszu Lewicy Demokratycznej wprost, czy może niekoniecznie, może jest to jakieś szersze forum, większe forum, w każdym razie odnotowuje w tych sondażach, no, takie wyniki, przyzna pan, nie najlepsze. W jednym 4 punkty procentowe, w drugim 3 punkty procentowe. Co się dzieje z kampanią pani Magdaleny Ogórek?
 
L.M.: No, ja już wielokrotnie miałem okazję mówić i jeszcze raz to powtórzę. Sondaże są różne, raz lepsze, raz gorsze. Jedynym prawdziwym sondażem jest ten, który odbywa się w dniu wyborów i na pewno zarówno sztab, jak i sama kandydatka będą intensyfikować swoją działalność w tych ostatnich tygodniach. Zwykle jest tak, że siły się zbiera na finisz kampanii. No właśnie mamy przed sobą ten finisz i z tego, co słyszę, sztab przygotowuje bardzo taką intensywną kampanię, rozmaite niespodzianki. Jestem przekonany, że 10 maja ten efekt będzie zgodnie z naszymi oczekiwaniami.
 
K.G.: Telewizja Polska 1 Program proponuje organizację debaty prezydenckiej. Z tego, co wiemy po przekazaniu zaproszeń zainteresowanym jedenastu osobom, pan prezydent raczej się nie pojawi, natomiast w związku z tym pani Magdalena Ogórek powiada, że skoro nie będzie prezydenta, to ona też się nie pojawi. To prawda?
 
L.M.: Ja jeszcze nie słyszałem wypowiedzi pani Magdaleny Ogórek. Wczoraj te decyzje dotyczące debaty się pojawiły, więc myślę, że dzisiaj lub jutro nasza kandydatka w tej sprawie się oświadczy, więc trudno mi w tej chwili wypowiadać się w jej imieniu.
 
K.G.: Ale taki wariant pan dopuszcza, taki scenariusz?
 
L.M.: Każdy wariant. Szkoda, oczywiście, że pana prezydenta nie będzie, dlatego że przecież już był precedens, że – wprawdzie pełniący obowiązki – pan prezydent Komorowski występował. W tej debacie można byłoby zapytać pana prezydenta o różne rzeczy, również o to, dlaczego nie reaguje na jawną prowokację ze strony władz ukraińskich. Nasz pan prezydent pojechał niedawno do Kijowa podać rękę władzom ukraińskim, a wrócił z nożem w plecach, bo, niestety, przyjęta przez parlament ukraiński zaraz po wystąpieniu naszego prezydenta ustawa, która między innymi gloryfikuje Ukraińską Powstańczą Armię, to jest policzek, policzek dla Bronisława Komorowskiego i dla Polski, bo to jest sygnał, że ludobójstwo, które miało miejsce ze strony UPA na Polakach na Wołyniu, jest dla władz ukraińskich traktowane jako coś normalnego i na tym micie założycielskim, na micie UPA budowana jest dziś współczesna tożsamość Ukrainy. Dlaczego w takim razie prezydent nasz nie reaguje? Dlaczego nie odcina się od tej działalności? No, trzeba zapytać pana prezydenta, czy bliższa mu jest pamięć ofiar Wołynia, czy bliższy mu jest ukraiński mit założycielski, budowany na pamięci o zbrodniach na Polakach przez UPA.
 
K.G.: Tylko jeśli pan premier się dobrze wczytał w tę ustawę, którą przyjęła Rada Najwyższa Ukrainy, to ona jest nieco wielowątkowa, tam przede wszystkim chodzi o odcięcie się od jakichkolwiek związków z Rosją czy powiązań z byłym Związkiem Radzieckim. To jest raczej kwestia ideologiczno–historyczna, a poza tym...
 
L.M.: Tak, wczytałem się i muszę też panu powiedzieć, że tam jest napisane, że będą ścigani wszyscy, którzy negują cel walk UPA na przykład, także i cudzoziemcy, no to ja zwracam się do władz ukraińskich, aby ścigały mnie i moich kolegów, bo my będziemy zawsze twierdzić, że na Wołyniu było ludobójstwo, a UPA to zbrodnicza organizacja.
 
K.G.: Tylko to pewnie wtedy, kiedy pan premier powiedziałby: to tam, a nie tu.
 
L.M.: No, mam nadzieję, że to jest słyszane, oczywiście.
 
K.G.: Nie wiem, czy miał pan okazję zerknąć do wywiadu z panią Aleksandrą Jakubowską w Rzeczpospolitej ostatnio?
 
L.M.: Tak, przejrzałem.
 
K.G.: Mówi coś takiego, że Sojusz Lewicy Demokratycznej dziś nieco się pogubił, jeśli chodzi o kwestie programowe. Te socjalne hasła skutecznie podkrada, tu cudzysłów, Prawo i Sprawiedliwość, a wolność w kwestiach światopoglądowych coraz bardziej Platforma Obywatelska. Czy pani Aleksandra Jakubowska ma rację?
 
L.M.: Nie, nie ma, to jest daleko idące uproszczenie. My niezależnie, czy program Platformy Obywatelskiej ewoluuje, czy PiS-u ewoluuje, my zawsze będziemy twierdzili, że nierówność to niesprawiedliwość i trzeba walczyć z rosnąca nierównością tutaj, w Polsce. Polska jest jednym z krajów drugim w kolejności po Słowacji, gdzie te nierówności rosną najszybciej. Będziemy twierdzić, że rynki muszą służyć ludziom, a nie ludzie rynkom, że praca jest lepsza od zasiłku i trzeba tworzyć nowe miejsca pracy, tworzyć warunki dla aktywności ludzi, że rodzina to nie znaczy tylko rodzenie dzieci, ale także ich wychowanie i warunki dla tego wychowania, że godna emerytura to jest nie jałmużna, tylko obowiązek państwa i oczywiście trzeba zlikwidować ten nieludzki wymiar 67 lat wielu emerytalnego, że zdrowie to oznacza szpitale dla ludzi, a nie dla zysku, wreszcie że wykształcenie nie jest towarem, tylko powinnością państwa, a prawa kobiet to standard cywilizacyjny. Wymieniam tylko najważniejsze rzeczy, które znajdują się zarówno w programie SLD, jak i w programie naszej kandydatki Magdaleny Ogórek.
 
K.G.: Ale chyba jednak jest coś na rzeczy, biorąc pod uwagę... ja wiem, że pan mówi o sondażach, panie premierze, dzisiaj tak niekoniecznie chętnie, ale jednak patrząc na wyniki SLD w sondażach poparcia przed wyborami parlamentarnymi, to jest coś na rzeczy, że gospodarczo to jednak Prawo i Sprawiedliwość, światopoglądowo Platforma Obywatelska, bo te słupki nie są najwyższe.
 
L.M.: Panie redaktorze, to jest pewna rzecz charakterystyczna dla polityki w ogóle, że hasła gospodarcze, społeczne, polityczne różnych ugrupowań one wszystkie jak gdyby zbliżają się w kierunku centrowym, ale ważne jest pytanie: od kiedy, jak i od kiedy ugrupowania mówią takim właśnie głosem? No bo jeżeli lewica europejska, lewica w Polsce, Sojusz Lewicy Demokratycznej posługuje się hasłami społecznymi i socjalnymi od zawsze, no to przecież Platforma Obywatelska całkowicie od niedawna, a PiS również od niedawna. Więc wyborcy, którzy są wrażliwi na te sformułowania, byłoby dobrze i o to proszę, żeby wyborcy zadali sobie pytanie: a od kiedy te społeczne treści pojawiły się w programach różnych ugrupowań oprócz SLD? No, najczęściej na kampanię wyborczą.
 
K.G.: Panie premierze, zostawmy politykę. Dzisiaj także mówimy o tym, że mamy rocznicę, kiedy przedstawiono, tak? Wyprodukowano? Jak to się nazywa oficjalnie? Pierwszy magnetowid, no i tak pytamy naszych słuchaczy...
 
Daniel Wydrych: 59 lat temu.
 
K.G.: Tak, o pierwsze filmy obejrzane na magnetowidzie. I pan premier nam się zwierzył, co to było.
 
L.M.: Tak. [śmiech]
 
K.G.: Przyznam szczerze, że chcielibyśmy pana poprosić, by pan to ujawnił raz jeszcze, bo to takie dosyć niecodzienne. Ani to Rambo, ani to Rocky¸ ani jakieś filmy takie, no, dla nieco starszych... No nie, to nie było to.
 
L.M.: Kupiliśmy wideomagnetofon z moim synem, wtedy jeszcze uczniem, i w niedzielę cały dzień oglądaliśmy amerykański serial Piotr I. Bardzo dobrze zresztą zrobiony, świetnie zagrany...
 
D.W.: Tam Omar Sharif między innymi występował.
 
L.M.: Tak jest. Tak byliśmy przejęci tym naszym nabytkiem i możliwością oglądania filmów z kasety, że po prostu nie oderwaliśmy się nawet przez godzinę. Ten serial liczył kilka odcinków, a my z zapartym tchem przez całą niedzielę oglądaliśmy dumni, że mamy takie wspaniałe urządzenie.
 
D.W.: Tak, to był dubbing niemiecki czy  wersja oryginalna?
 
L.M.: To był chyba polski już albo dubbing, albo film z napisami, już dokładnie nie pamiętam.
 
K.G.: Jeśli to był polski dubbing, a to prawdopodobne, to proszę posłuchać: Piotr Fronczewski, Krzysztof Kolberger, Teresa Budzisz–Krzyżanowska, Piotr Pawłowski, Zdzisław Tobiasz, Jerzy Kamas, Kalina Jędrusik... Trzeba właściwie wstać, jak się wymienia listę tych aktorów.
 
L.M.: Dokładnie tak, to wspaniali aktorzy, wspaniałe głosy i wspaniałe interpretacje.
 
K.G.: Przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej Leszek Miller. Dziękujemy, panie premierze, za spotkanie.
 
L.M.: Dziękuję bardzo.
 
(J.M.)

źródło: Polskie Radio 



Komentarze

Wydarzenia

Strony
wojewódzkie
SLD

Wybierz na mapie województwo, aby przejść dalej.