Sojusz Lewicy Demokratycznej

Ostatnie wydarzenia

Miller: Premier i prezydent zachowują się jak przedszkolaki

dodano 2015-09-29 06:42 w kategorii: Ludzie

O możliwych powyborczych scenariuszach, relacjach na linii prezydent - premier i o tym, jak sobie poradzić z problemem uchodźców, mówi Leszek Miller, przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej w wywiadzie dla Polska The Times.
 
Skąd ta deklaracja, że jesienią nie będzie Pan startował w wyborach na szefa SLD?
 
Powiedziałem to kilka miesięcy temu. Powtórzę: nie będę się ubiegał o stanowisko przewodniczącego SLD na najbliższym kongresie. Nie wiem, czy kongres odbędzie się w tym roku, czy w przyszłym, ale moje stanowisko jest niezmienne. Dziwię się, że to jeszcze kogoś interesuje.
 
Czuje się Pan zmęczony?
 
Nie, po prostu uważam, że przyszedł czas, aby SLD wybrał sobie nowego przewodniczącego albo nową przewodniczącą.
 
A może to będzie zmiana pokoleniowa na lewicy? Janusz Palikot też jakby usuwa się w cień, wypychając na pierwszą linię frontu Barbarę Nowacką.
 
Nie wiem, kto zostanie wybrany. Może ktoś starszy ode mnie.
 
Ma Pan swojego faworyta albo faworytkę?
 
Oczywiście, ale nie mam zamiaru o tym mówić.
 
Dlaczego?
 
Dlatego że jesteśmy dziś zajęci wyborami znacznie ważniejszymi niż wybory wewnątrz SLD, wyborami parlamentarnymi.
 
Myśli Pan, że uda wam się osiągnąć ośmioprocentowe poparcie, co pozwoli wam wejść do Sejmu?
 
Jestem tego pewien. Gdybyśmy nie byli przekonani, że wejdziemy do Sejmu, to byśmy nie ryzykowali takiej formuły.
 
Uważa Pan, że powinniśmy przyjąć do siebie uchodźców?
 
Wartości, które wyznaje cała europejska lewica, to wolność, sprawiedliwość, współczucie, solidarność, konieczność pomocy słabszym. Ale jest świat wartości i świat możliwości. Polska może przyjąć tylu uchodźców, ilu może. Takie nawoływania: „Przyjmiemy każdego” albo „Nie przyjmiemy nikogo”, są tak samo nic niewarte. Trzeba powiedzieć: „Możemy przyjąć tylu, a tylu uchodźców. Takie mamy możliwości i na tylu nas stać”. Mówię, rzecz jasna, o uchodźcach, a nie o imigrantach ekonomicznych, którzy napływają do Europy. Uchodźcy są w obozach w Turcji, Libanie czy Jordanii. Jeśli polski rząd ma ofertę, to powinna ona być adresowana do tych właśnie ludzi.
 
Coraz częściej podnoszą się głosy, że Angela Merkel zrobiła błąd, zapraszając do Europy uchodźców. Niektórzy twierdzą nawet, że to inwazja muzułmanów na Europę.
 
To, że Angela Merkel popełniła błąd, i to brzemienny w skutkach, jest oczywiste. Pani kanclerz Merkel obeszła wszystkie procedury, które obowiązywały w Unii Europejskiej. Wysłała komunikat, że będzie przyjmować azylantów „bez rutynowych procedur biurokratycznych”. A z kim pani Merkel to konsultowała? Jakie odbyły się uzgodnienia z europejskimi partnerami? Które ciała unijne poparły to stanowisko? Po prostu Merkel jednostronnie ogłosiła, że każdy może przyjechać do Europy. Najpierw Niemcy jednostronnie odrzuciły procedury postępowania z uchodźcami, a teraz, kiedy zobaczyły, że nie są w stanie przyjąć ich tylu, ilu chce u nich zamieszkać, próbują podzielić się uchodźcami z innymi państwami i przywrócić stare reguły. Najpierw pani Merkel złamała obowiązujące procedury, a teraz stara się je przywrócić. Najpierw powiedziała: „Poradzimy sobie”, a teraz mówi: „Nie poradzimy sobie”. To jest nie do przyjęcia! To, że Niemcy, a konkretnie Angela Merkel podjęła sama taką decyzję, bez konsultacji z nikim - to najgorzej świadczy o tym, co się w tej chwili dzieje w Unii Europejskiej. Jestem tym zdumiony i zniesmaczony. Unia Europejska nie jest niczyją własnością, także pani kanclerz Niemiec.
Stanowisko polskiego rządu teżj est dziwne. Raz mówi się o tym, że przyjmiemy 2 tys. uchodźców, potem 12 tys., teraz stanęło chyba na 7tys.
 
Polski rząd najpierw wspierał stanowisko krajów Grupy Wyszehradzkiej, ana spotkaniu ministrów sprawwewnętrznych Unii Europejskiej rząd reprezentowany przez panią minister Piotrowską porzucił to stanowisko. Uznał, że solidarność w Grupie Wyszehradzkiej nie obowiązuje. Według mnie to jest niestosowne. Bo albo coś się ustala, albo nie. I to, że państwa Grupy Wyszehradzkiej mają do Polski pretensje, jest w pełni uzasadnione. Jeśli Polska chciała zmienić zdanie, to trzeba było to przynajmniej przekonsultować z grupą. Tym bardziej że od dawna Polska chciała być liderem w obszarze Europy ŚrodkowoWschodniej. To już przeszłość - liderem już nie będzie. Inna sprawa, jeżeli wymaga się od nas solidarności, to trzeba wiedzieć o jednym - nie ma solidarności bez dobrowolności. Nie ma solidarności pod przymusem. Same państwa UE powinny określać swoje możliwości i zgłaszać liczbę uchodźców, których są w stanie przyjąć.
 
Rozumie Pan to napięcie na linii premier - prezydent? I ktoje bardziej prowokuje: Ewa Kopacz czy Andrzej Duda?
 
Będziemy mieć pewnie powtórkę układu prezydent Lech Kaczyński - premier Donald Tusk. Mały i duży pałac będą patrzyły na siebie niechętnym okiem, będą się wzajemnie punktować, będą się wzajemnie atakować, ośmieszać. Oczywiście wszystko to ze szkodą dla Polski. Polska polityka w oczach obywateli i tak ma już niskie notowania, a takie walki, jakie mają miejsce dzisiaj - czy pani Piotrowska pójdzie do prezydenta, czynie pójdzie, czy odbędzie się Rada Gabinetowa, czy się nie odbędzie - to jest żenada. To jest piaskownica. To są przedszkolaki, które nie zasługują na miano polityków.
 
Prezydenta Dudę i premier Kopacz nazywa Pan przedszkolakami?
 
Tak. Jedna i druga strona zachowuje się jak dzieci w piaskownicy. Na zasadzie: „Ja ci zabiorę łopatkę, a ty mi zabierzesz wiaderko. Ja cię posypię piachem, a ty mnie polejesz wodą”. Jak na duży kraj w Europie to jest po prostu żenada!
 
Też Pan uważa, że sytuację mamy jak nigdy dotąd - do wyborów został niecały miesiąc, a nic nie jest pewne, nic niewiadomo na pewno?
 
Tak uważam. Po wyborach prezydenckich, gdzie niespodziewanie wygrał  Andrzej Duda, cała scena polityczna jest w stanie widocznego rozedrgania. To się przenosi także na wyborców. Przepływy elektoratu są zdumiewające. Myślę, że to są pierwsze wybory od lat, gdzie do końca nie będzie znany wynik, nie będzie go można przewidzieć i bardzo wielu Polaków będzie podejmowało decyzję w ostatniej chwili. Wielu dopiero w drodze do urn wyborczych.
 
To, że Prawo i Sprawiedliwość te wybory wygra jest raczej pewne.
 
Nic nie jest pewne. Prawo i Sprawiedliwość może wygrać, Platforma może wygrać, Zjednoczona Lewica może mieć świetny wynik. Nic nie jest pewne. Nic nie jest zadekretowane.
 
Z ostatniego sondażu zrobionego przez Polska Press Grupę wynika, że PiS wygra, ale będzie musiał szukać koalicjanta, drugiej stronie też trudno będzie stworzyć rząd, więc może zajdzie konieczność przeprowadzenia kolejnych wyborów.
 
Nie, to niemożliwe, zawsze jakiś rząd powstanie. Żadnych przyśpieszonych wyborów nie będzie. Zawsze jakaś większość parlamentarna się utworzy. Proszę pamiętać, że PiS ma ogromny atut i nie mam tu na myśli Jarosława Kaczyńskiego, tylko prezydenta Dudę. To prezydent powierza misję tworzenia rządu. I prezydent może powierzyć misję tworzenia rządu temu, kogo uzna za odpowiednią osobę. Problem jest tylko taki, że ten przyszły premier musi mieć większość w parlamencie. Bardzo łatwo wyobrażam sobie sytuację, kiedy PiS wygrywa, ale brakuje mu piętnastu posłów do większości...
 
No właśnie i co?
 
Jak to co? Bierze tych posłów z prawego skrzydła Platformy Obywatelskiej.
 
Myśli Pan, że konserwatywni politycy Platformy byliby w stanie przejść do Prawa i Sprawiedliwości?
 
Ależ oczywiście! Za obietnice jakiejś części władzy zrobią to bez wahania. Tym bardziej że są bardzo blisko programowo Prawa i Sprawiedliwości.
 
Czyli PiS będzie u władzy?
 
Nie, to nie jest przesądzone. Może powstać również koalicja „wszyscy przeciw PiS-owi”. Różne warianty są możliwe, ale na pewno jakaś większość sejmowa powstanie i jakiś rząd zostanie wyłoniony.
 
Kiedy Polacy patrzą na to, co się dzieje na linii premier - prezydent, może pomyślą, że trzeba jednak zagłosować na Prawo i Sprawiedliwość, przynajmniej będzie spokój, bo słusznie określił Pan te relacje mianem żenady. 
 
Są Polacy, którzy myślą, żeby oddać całą władzę Prawu i Sprawiedliwości, ale są też tacy, którzy mówią: „Nie, trzeba zbalansować ten układ polityczny. Skoro PiS ma swojego prezydenta, to powinniśmy oddać władzę komuś innemu, żeby to się równoważyło”. Prowadzę kampanię wyborczą, w moim okręgu wyborczym mam dziesiątki możliwości rozmów z ludźmi, spotykam takich i takich. Spotykam osoby, które mówią: „Panie Leszku, trzeba zrobić wszystko, żeby zatrzymać PiS”, spotykam takich, którzy mówią: „PiS powinien przejąć całą władzę”, rozmawiam z takimi, którzy mówią: „Lewica jest naszą ostatnią nadzieją”. Jak będzie, nie wiem. To są pierwsze wybory od lat, gdzie nic nie jest do końca przesądzone. Badania, które robią różne sondażownie, są diabła warte. Mogą mieć miejsce jakieś wydarzenia, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Wszystko się może zmienić. Wszystko jest płynne.
 
PiS swój elektorat trzyma twardą ręką, ma zawsze powyżej 30 proc. poparcia, elektorat Platformy rozpierzchł się i stąd tak trudno wszystko przewidzieć.
 
Tak, ale ja też nie wierzę w sondaże, które mówią, że PiS ma 30 proc. twardego elektoratu. W sytuacjach niepewnych, sytuacjachrozedrganialudzie oszukują. Przychodzi ankieter i mówią mu: „Ja głosuję na tego czy tego”, ale z góry zakładają, że zrobią to inaczej. Powtarzam: To są takie wybory, kiedy ludzie będą podejmować decyzje, idąc do lokalu wyborczego. Będą wrażliwi na ostatni impuls, impresje, na jakiś bodziec, który pojawi się dosłownie pięć minut przed wyborami. Te wszystkie dzisiejsze sondaże, przepowiednie nie mają znaczenia. Znaczenie będzie miało tylko to, co wydarzy się przy urnach 25 października.
 
Gdzie będzie lewica po 25 października?
 
Lewica będzie w Sejmie oczywiście, ale ile to będzie mandatów, nie wiem. Mam nadzieję, że dużo, że cała operacja pod hasłem Zjednoczona Lewica przyniesie sukces. Im więcej lewicy w Sejmie, tym mniej w polskich rodzinach bolesnych problemów.
 
Wiem, że późno rozmawiamy, ale wygląda Pan na zmęczonego.
 
Pół godziny temu, czyli o godz. 20.00, wróciłem z Sejmu, to jak mam wyglądać? Spotkania, rozmowy także z Giannim Pittellą, który dziś zawitał do Warszawy, dyskusje z kolegami i politykami innych opcji, konferencje prasowe, debata nad postawieniem Zbigniewa Ziobry przed Trybunałem Stanu...
 
Właśnie, uważa Pan, że Zbigniew Ziobro powinien stanąć przed Trybunałem Stanu? W piątek Sejm odrzucił ten wniosek.
 
Są takie dni, kiedy przyzwoitość przegrywa z nieprzyzwoitością, dobro ze złem i prawda z kłamstwem. Tak właśnie się stało. Piątek to czarny dzień polskiego Sejmu.
 
Czyli do wyborów nie ma oddechu?
 
Nie. Tym bardziej że muszę dzielić czas między Warszawą a moim okręgiem wyborczym, też olbrzymim, bo od Gdyni na zachód, za Słupsk, na południe aż do Chojnic. Prowadzę poważną kampanię. Chcę być wszędzie, gdzie mogę. Okres jest intensywny, a będzie jeszcze bardziej pracowity.
 
źródło: Premier i prezydent zachowują się jak przedszkolaki POLSKA The Times | 28.9.2015 | Rubryka: Magazyn | Strona: 8 | Autor: Dorota Kowalska 


Komentarze

Wydarzenia

Strony
wojewódzkie
SLD

Wybierz na mapie województwo, aby przejść dalej.