Sojusz Lewicy Demokratycznej

Ostatnie wydarzenia

Czarzasty: PiS robi to, co zapowiadało, betonuje Polskę

dodano 2015-12-01 17:54 w kategorii: Kraj

Z Włodzimierzem Czarzastym rozmawia Marek Barański
 
Jak pan ocenia pierwsze tygodnie rządów PiS?
 
- Nie jestem zaskoczony. Absolutnie. Mogę nawet powiedzieć, że uważam, że PiS na swój sposób postępuje uczciwie - robi to, co zapowiadało, betonuje Polskę. Exposé pani premier i wystąpienie prezesa Kaczyńskiego to są dwie części tej samej całości.
 
Coś takiego jak broń binarna?
 
- Dokładnie tak. Każde z nich z osobna jest pozornie banalne, ale razem są groźne.
 
Dlaczego groźne?
 
- Bo to jest plan całkowitej przebudowy stosunków w Polsce, który zmierza w kierunku anachronizmu. To tak, jakby na współczesny rynek motoryzacyjny chciał pan wcisnąć naszą Warszawę z lat 60. Owszem - będzie „nasza”, polska i będzie jeździć - tylko, kogo zainteresuje taki gruchot? Wszyscy machną na nas ręką, a my będziemy się wściekać. Ale jak będziemy wściekać się za bardzo, jak będziemy chcieli jeździć, jak inni, to wtedy, jak spod ziemi wyrośnie drogówka i wskaże nam miejsce w szeregu. Zresztą wtedy, to my sami będziemy już mieli wpojone, że ci, którzy niczego nie przeskrobali, nie mają się czego bać. Przecież to „nasze” państwo, „polskie” i ono dla „naszego” dobra pilnuje porządku i wyłącznie w tej intencji podgląda nas, podsłuchuje, nagrywa, dba, żebyśmy nie gadali głupot i ogólnie „pomaga” żyć praworządnie.
 
Czyli jak będzie, pańskim zdaniem?
 
- Fajnie nie będzie. Najbardziej niepokoi mnie narastająca atmosfera szantażu, przemocy i strachu. PiS rozsiewa strach -między urzędnikami - że będą zwolnienia, między nauczycielami - że zrobi się reformę i już nie wszyscy będą potrzebni, w służbach państwowych - to wiadomo, w telewizji publicznej, itd. itp. Wstrząsnęła mną na przykład wiadomość, że posłowie PiS z telefonami komórkowymi w ręku biegają po Sejmie i nagrywają kuluarowe rozmowy opozycji. To oznacza, że nawet w tym sanktuarium demokracji opozycja może co prawda mówić, co chce, ale wszystko, co mówi będzie nagrane i będzie mogło być wykorzystane przeciwko niej... Słowem - prezydent „na pilota”, anulowanie ustaw przy pomocy uchwał, zapowiedzi tysięcznych kontroli, procesów przed Trybunałem Stanu, odwoływanie urzędników z placówek zagranicznych, donosy do prokuratury, nocne narady, spuszczenie ze smyczy pisowskiej sfory w terenie - to jest rządzenie strachem. Każdy ma się bać. A pierwszy ma się bać - jak się okazało - były prezydent Komorowski, bo jemu pierwszemu wyciągnęli jakieś lampy, meble, czy pogubione telefony. To oczywiście jest ważne, żeby wszystko się zgadzało, ale robienie z tego akcji propagandowej przed wyjaśnieniem sprawy, jest elementem szantażu wobec przeciwników politycznych. A przecież PiS ma wyjątkową zdolność do wskazywania przeciwników politycznych. Wczoraj był to były prezydent, dziś jest nim poprzedni prezydent, dyrektor teatru, dotychczasowy ambasador, jutro będzie ktokolwiek, komu nie będzie się podobał pisowski system wartości, poglądy gospodarcze, czy spojrzenie na historię. A ponieważ udało się Polskę przepołowić, to pół Polski jest za PiS-em, a pół przeciw. Spokojna więc głowa - „wrogów” starczy PiSowi na długo, a i „obrońców” ma pod dostatkiem. „Ich” będzie religia, „ich” historia, „ich” pisarze... Nawet w czasach Polski Ludowej pamiętano o tym, że kultura jest jak łowicki wielobarwny pasiak i nie składa się tylko z czerwonego. Dziś okazało się, że po to przez 25 lat szliśmy z mozołem do przodu, żeby teraz - odrzuciwszy unijną, niebieską „szmatę” z gwiazdami, potykając się o nasze narodowe, święte barwy, dziarsko cofać się znacznie dalej niż do punktu wyjścia.
 
Nawet, jeśli to wszystko prawda, to co z tym mają wspólnego oba przemówienia, od których zaczęliśmy naszą rozmowę?
 
- One zapowiadają ten program, wykładają go kawa na ławę. Dla pisowskiej części Polski jest obietnica sprawiedliwości społecznej, ale rozumiana anachronicznie, w stylu „wszyscy mamy jednakowe żołądki”, oraz „należy nam się” z samego faktu, że jesteśmy Polakami, a z drugiej zapowiedź różnych restrykcji wymierzonych w tych, którzy z PiSem się nie utożsamiają. Te dwa przemówienia razem, to kij i marchewka. Dla was będziemy dobrzy, postaramy się, żebyście dostawali to, co wam się słusznie należy, bo jesteście Polakami-katolikami. A wy, jak nie będziecie słuchać - to w łeb.
 
Chyba pan przesadził.
 
- Może, ale niedużo. „Dawać w łeb” można przecież na różne sposoby, niekoniecznie dosłownie, choć i to PiS potrafi, co ja akurat wiem po sobie. Warto też nie zapominać o Barbarze Blidzie, Andrzeju Lepperze, 0 byłym ministrze spraw wewnętrznych Kaczmarku, byłym Komendancie Głównym Policji Kornatowskim, byłym szefie PZU Netzlu - PiS każdego potrafi oskarżyć o wszystko i ma całą masę chętnych pomocników. „Dawać w łeb” można jednak nie tylko wprost, „dawać w łeb” można również nie dając pieniędzy. Na przykład na przedstawienia teatralne, filmy, książki, które władzy się nie podobają, których władza nie akceptuje, na finansowanie przedsięwzięć, które są władzy nie po myśli.
 
No, ale tego też władza nie kryje, prezes Kaczyński mówi otwarcie, że „będziemy żyli w prawdzie”.
 
- Owszem, ale w „ich” prawdzie. Będą pieniądze na filmy, nawet hollywoodzkie, które przy „płonącym ognisku” i pośród „szumiących kniei” sławić będą „polskie dzieje”, ale jak ktoś będzie chciał nakręcić jakiś inny film, to niech sobie sam znajdzie na to pieniądze. Taka „Ida” na przykład dziś by nie powstała 1 żaden hollywoodzki Oskar nie skłoniłby PiSu, żeby dał na coś takiego pieniądze. W jednym z programów telewizyjnych wicepremier, minister kultury powiedział wprost, że to PiS ma teraz mandat do wydawania publicznych pieniędzy i kropka. Na telewizję prawdziwie publiczną pieniądze znajdzie, ale najpierw rozprawi się z tą, która jest, bo ona jest „publiczna” tylko z nazwy.
 
Może wreszcie spełnią się marzenia pań redaktorek i panów redaktorów, którzy własną „apolitycznością” powiewali niczym sztandarem?
 
- Wyczuwam złośliwość, ale osobiście wątpię by redaktorzy, dyrektorzy i prezesi, którzy dziś są tam ważni, uchowali się na dłużej. PiS na pewno nie pozwoli sobie, żeby w ośrodku medialnym najlepiej docierającym do Polski małomiasteczkowej i powiatowej, mogła tlić się jakaś dywersja myślowa, jakieś hołdowanie poglądom, które nie są jego poglądami, i które nie mają nic wspólnego ze światem jego wyborców. Jeśli ktoś na to liczy, to nie nadaje się do tego zawodu.
 
Przy okazji - pytany o los telewizji publicznej wicepremier, minister kultury pan Gliński szermował hasłem „publiczne pieniądze”. Mówił, że „publiczne pieniądze” PiS będzie wydawało zgodnie z mandatem, który uzyskato od wyborców.
 
No, tak, tylko „publiczne pieniądze” nie pochodzą wyłącznie od zwolenników PiS. „Publiczne pieniądze” to są także pieniądze zwolenników SLD, pana Petru, pana Kukiza, peeselu, wszystkich, bo wszyscy płacimy podatki. Takiego mandatu więc pan Gliński nie ma, by wydawać tylko na transmisje mszy, reportaże o „żołnierzach wyklętych”, czy monumenty smoleńskie, a odwracać się od innych nurtów kulturalnych. Jako społeczeństwo nie składamy się wyłącznie z wielbicieli ojca Rydzyka. Są tacy, którzy kochają anioły, ale są i tacy, których fascynuje diabeł.
 
No, to jak będzie?
 
- Łatwo nie będzie. Z jednej strony rząd będzie wyczyniał cuda, żeby spełnić obietnice socjalne składane przez panią Szydło. Jakiś czas na pewno uda się im sprostać, bo przykre skutki takiej polityki gospodarczej odłożą się w czasie. Ale tego czasu wystarczy, żeby z kolei pan Kaczyński zrealizował „swoją” część zapowiedzi, czyli odlał z betonu „nadbudowę - system ideologiczny, system wartości, który na długie lata, (a co najmniej na kolejną kadencję) ma porządkować głowy obywateli i ich życie. Nawet, jeśli głowy nie będą chciały się podporządkować, to życie zmusi je do podporządkowania się wartościom pani Pawłowicz, pana Suskiego, pana Dery, także pana Kukiza - bo to przecież myślowi krewniacy.
 
Może KOD nas uratuje?
 
- Komitet Obrony Demokracji? Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Nawiązanie w nazwie i idei do słynnego Komitetu Obrony Robotników jest z gruntu fałszywe. W KORze byli ludzie niesplamieni władzą. Natomiast KOD tworzą ludzie, którzy z władzą flirtowali na całego. Nie tylko sami byli władzą, ale głosowali na nią, korzystali z niej, wspierali ją. Nawet w jej działaniach antydemokratycznych, bo przecież i takie pamiętamy - PO też robiła skok na służby, też robiła czystki, zrobiła skok na telewizję publiczną i też - za te mityczne „publiczne pieniądze” - wypłacała swoim zwolennikom obiecane premie. Nie chciałbym, żeby to zabrzmiało nieelegancko, ale nawet gdyby Gazeta Wyborcza stawała na głowie, to dziewictwo nie wróci. Ta panna jest po przejściach, z gromadką dzieci z poprzednich związków.
 
źródło: 27.11.2015 Dziennik Trybuna Strona 3
autor: Marek Barański


Komentarze

Wydarzenia

Strony
wojewódzkie
SLD

Wybierz na mapie województwo, aby przejść dalej.